Po baaaardzo długim czasie zmuszony zostałem do małej aktualizacji. Niestety ostatnio mam inne problemy, które pochłaniają większość czasu i stąd tak słaba moja aktywność za co przepraszam od razu wszystkich. Zosia spadła delikatnie na drugi plan, ale to też dlatego, że spełnia moje oczekiwania i przez ostatnie pół roku nie było ani jednego problemu, oczywiście poza dolewkami oleju, świecącym checkiem czy TC, ale to już niestety wina ECU lub ABS, ale autko śmigało świetnie do dziś...
Dziś pojechaliśmy z narzeczoną pooglądać rogówki do meblowych i pod pierwszym salonem auta nie dało się uruchomić, no prawie, bo wsiedliśmy normalnie po wizycie i przekręciłem odruchowo jedną ręką kluczyk a drugą złapałem za pas i zdziwiony, że auto nie kręci patrzę na zegary... i jest zapłon, kontrolki świecą, a auto nie kręci, kluczyk jakby nie przekręcał się do końca... hmmm chwila pomyślunku, stoimy pod górę, więc wrzucam wsteczny i auto na tzw. "pych" odpala i jedziemy. Jadę i kombinuję co jest nie teges... może kostka stacyjki? No cóż, długo bezawaryjnie, więc Zosia przypomniała o sobie. Podjeżdżamy pod "Agatę", oczywiście parkowanie z lekkiej górki w razie czego, gaszę auto i wyciągam kluczyk i... nosz k... mać, auto dalej chodzi, zapłon włączony, f..k. No nic, zdusiłem autko, ale zapłon jest, więc kluczyk 10 i odpinam klemę. Narzeczona już wystraszona, że nie dojedziemy itp... spoko luzik, przyjdziemy, klemę się założy, odpalimy auto i w domu coś się wykombinuje... no to się nie wykombinowało, bo po założeniu klemy auto nie widzi kluczyka, a dokładnie immo... hmmm, dobra podłączyłem klemę bez kluczyka w stacyjce, więc zrozumiałem. Klema off i kluczyk w stacyjce podłączam i to samo... ja p...le teraz to mi laweta zostanie. No cóż, co teraz, moje Kochanie w panice, że nie wiadomo jak do domu, laweta, więc szybka decyzja, torxy z bagażnika, śrubokręt i dawaj szybki demontaż pod sklepem... ciekawe jak to wyglądało jak jakiś gościu targa osłonę kierownicy w śnieżycy hehehe, musiało być dziwnie. Plastiki zdjąłem, ale jak wypiąć kostkę? Szybki rzut okiem na YT i jest, dobra, dwa plasticzki naciskam i wychodzi, proste... prawie, bo kostka nie chce wyjść (teraz już wiem, że najpierw trzeba by wyciągnąć samą wkładkę, ale wtedy nie było czasu na myślenie), ale nic na siłę, więc większy śrubokręt i dawaj... niestety połamałem dwa ślizgi z kostki... no cóż też się ją wymieni, wytargałem i patrzę jak ładnie z kostki sterczy pręt z wkładki, niestety ukręcił się króciec... drugie auto, które miało ten problem, bo w Passacie przez to przechodziłem, więc kluczyk do "luźnej" stacyjki, śrubokręt płaski do kostki i zapłon, jeeeeeeest, faken jestem najlepszy i... i k...a mać immo miga... po kilku przekręceniach na zapłon na całe szczęście ożyła, Zosia żyje, it's alive! Passatem jeździłem na śrubokręt przez 3 miesiące, tu niestety trzeba będzie szybciej ogarnąć, bo... Opel wymyślił sobie radio i szyby elektryczne po stacyjce, które działają po wciśnięciu kostki do środka, więc aktuanie nie działają szybki i radyjko (wiem, jutro zastosuję zapałkę i taśmę izolacyjną hehehe).
Ogólnie partyzantka, ale na szczęście koszt nie jest jakiś szczególnie duży tylko muszę znaleźć jakiegoś magika w okolicy, który przeniesie zapadki do nowej wkładki, bo nie będę przecież dwóch kluczyków woził
Zdjęć niestety nie mam, bo liczył się czas, szybka prowizorka pod sklepem przy -6 stopniach niestety powoduje, że człowiek nie zawraca sobie głowy fotkami... nie jestem dzieckiem facebooka, aby najpierw myśleć o foto/wideo hehehe
Na dniach pewnie Zosia wróci do porządku, a jeżeli uda się sprzedać fanty z moich ogłoszeń (nie motoryzacyjne) to będzie jakiś mały fundusz na nagrodzenie autka
wiem, elaborat jak za dawnych czasów, no cóż jak się przypomnieć to z przytupem, co byś padoł?
