Ale nie ma tak łatwo .... i wracając z urlopu parę kilometrów od domu pękł mi przewód od płynu chłodniczego. W lesie kurde
Uzbrojony w kawałek szmatki, taśmę 3M i butelkę wody bez gazu, udało mi się doprowadzić auto do stacji benzynowej, gdzie zatankowałem tym razem H2O.
Dojechałem szczęśliwie do garażu
Następnie wsiadłem do służbowego gokarda ... i sru po nowe przewody niczym ori GM.
Przy pomocy Szwagra nieroba złoczyńce, Zgreda posplitego udało nam się wymienić wszystko w komplecie.
La Zaphirynda jeździ sobie swobodnie
Szwagier ino ją goni ....

