Ostap pisze: 18 maja 2019, 13:50
Dziś odwiedziłem autobalans.
Na każdym kole było +-10g więc co powodowało drgania na kierownicy? Ten samochód zaczyna chyba swój początek końca.
Wysłane z mojego MI 9 przy użyciu Tapatalka
Przechodziłem to u siebie i do szału mnie to doprowadzało! Okazało się, że winne temu były zużyte przeguby wewnętrzne! A i proszę nigdy nie kupujcie zamienników firmy Pascal bo to porażka i strata czasu, roboty i pieniędzy...Po ok 2 tyś spokojnej jazdy łożyska krzyżaków były rozsypane, przemielone metalowe części, no porażka. Już nie mówiąc o tym, że od założenia pojawił się typowy objaw zużytych przegubów wewnętrznych czyli bujanie kabiną przy ruszaniu/przyspieszaniu.
Opiszę moją walkę z tym, może ktoś ma ochotę poczytać. Jeśli Ostap uznasz, że zaśmiecam Ci wątek to daj znać to usunę moją paplaninę
Drgało tak typowo dla nie wyważonych kół, w okolicach 110 km/h i wyżej, ale raz było bardziej, raz było mniej. Na początku tylko czasem, później skojarzyłem, że zależne było to od obciążenia auta. Jak jechałem pod górę na trasie to było bardziej, jak jechałem załadowany to też było bardziej. Później to już drgało zawsze powyżej 100-110km/h. Akurat w tym okresie miałem sporo wyjazdów do Polski i normalnie już nie miałem siły, bo jazda była mordęgą, jakbym jechał na kwadratowych kołach! Za to przy mniejszych prędkościach nic, gładziutko.
Na początku zmieniłem i wyważyłem opony. Nic to nie dawało. Co ciekawe na stalowych 16 zimówkach było lekko wyczuwalne. Na letnich alu 17 tragedia. Wyważałem w kilku miejscach i tu w UK i w PL. Zamieniałem przód z tyłem. Nic to nie dawało. Dziwne było to, że jak auto postało i od razu po starcie wjeżdżałem na szybszą drogę (np u siostry czy teściów, gdzie taka droga jest blisko domu) to po rozpędzeniu do 100-110 to jakby na serio na kwadratach się jechało. Po chwili już było mniej. Gdy wjeżdżałem na taką drogę po jakimś czasie trwania jazdy drgało również, ale nie tak bardzo jak po postoju. Zacząłem podejrzewać wewnętrzne przeguby, jednak nie bardzo byłem przekonany bo to nie były typowe objawy uszkodzenia/zużycia tej części jakie znam. A ponieważ z dostępnością tej części z jakiegoś powodu w oplu jest bardzo słabo to kombinowałem dalej.
Kupiłem inne alu 17, założyłem nowe opony, dalej to samo. W międzyczasie zrobiłem gumy na wahaczach, wymieniłem całe kolumny macpersona razem z mocowaniami i oczywiście zero różnicy, choć robiłem to nie dlatego by wyeliminować drgania, ale dlatego, że już trzeba było. W końcu na forum vectry wpadłem na ciekawy wątek odnośnie tego, że ople są bardzo wrażliwe na niedoważenie kół i że gumiarze często mają ustawioną tolerancję wyważarek na 10g a to może być znaczące w oplu. I wypowiadał się użytkownik forum, który ma warsztat i choć nie zajmuje się oponami to maszyny ma i potrafi wyważyć z tolerancją do 2g.
Umówiłem się z nim, bardzo fajny chłop, wyważył mi koła, pogadaliśmy i ruszyłem w drogę i co? I du**. Drgało dalej, ale miałem już wtedy pewność że to nie koła.
Więc co?
Moje podejrzenia padły na wewnętrzne przeguby. Jak pisałem wcześniej, nie są to typowe objawy jakie znałem, bo do tej pory spotkałem się tylko z tym, że jak wewnętrzne przeguby padają to kołysze całą budą na boki pod obciążeniem, czyli przy przyspieszaniu bądź przy jeździe pod górę. Ale nic innego mi nie zostało, a i znalazłem parę wątków w necie gdzie ludzie tak jak ja w zafirze walczyli a na końcu okazywało się, że to przeguby wewnętrzne.
No więc zacząłem szukać przegubów i przeżyłem spore rozczarowanie...Koszt jednego w oplu to ok 2300zł...ta, już lecę i kupuję, dobry zamiennik typu np GKN też kosztował sporo i tylko w DE umiałem znaleźć, a do tego okazało się, że u mnie są wewnętrzne przeguby jeszcze o konstrukcji krzyżakowej a tych podobno nie da się wymienić samych, tylko w całości z półosią. Tylko nowszy typ na kulkach da się wymienić. Oczywiście jest to nie prawdą i dla chcącego nic trudnego, wystarczy zeszlifować zapunktowane miejsca w starym przegubie i już obudowa schodzi z krzyżaka, następnie krzyżak z półosi i już można zakładać nowy, nie zapominając aby jego zapunktować, żeby nie wyszedł.
Z tańszych zamienników nic nie było po prostu. Więc zacząłem szukać używek na angielskim ebayu, miałem nadzieję znaleźć kogoś kto rozbiera zafirę ze stosunkowo małym przebiegiem i kupić komplet półosi, przełożyć i tyle. No w teorii było prosto, w praktyce niewykonalne. Mam 1.9 150hp z 6tką automatem i okazało się, że nikt nie miał takiego kompletu na sprzedaż. Przez kilka miesięcy dzień w dzień szukałem i nic. Bo jak się okazuje to 100 i 120hp ma takie same zew przeguby, natomiast 150 ma inne więc mogłem szukać tylko od 150. A te jak na złość pochodziły z samych manualnych skrzyń, za to 120tek automatów było sporo no ale co mi po tym. Do tego wszystkiego tu na forum podane było, że w zafirze lewy i prawy przegub wew jest inny, tzn jeden ma trzpień z wieloklinem który wchodzi w skrzynie, drugi ma otwór w który wchodzi trzpień z wieloklinem z półosi pośredniej. Jak się później okazało, nie dotyczy to mojej zafiry, bo u mnie oba przeguby są identyczne, więc oba mają trzpienie z wieloklinem i trzpień tego od strony półosi pośredniej wchodzi w otwór w półosi. Czyli zupełnie na odwrót jak w pozostałych zafirach. To mi też namieszało w moich poszkiwaniach zanim zrozumiałem, że u mnie jest inaczej. Do tego po poproszeniu o numery pasujących kompletnych półosi do mojej zairy z vinu tu na forum dostałem takie numery, że nawet google nic nie znajdowało...no monty pajton se myślę. Głupi pospolity opel, a ja mam problem niebotyczny ze znalezieniem tak normalnej wydawało by się części zamiennej...
W końcu udało mi się znaleźć na ebayu zamienniki firmy Pascal. Wtedy jeszcze myślałem, że oba przeguby są inne do mnie. Sprzedawca jednak zarzekał się, że według katalogu obydwa są takie same i pasują. Wrzuciłem w google i traf chciał, że ktoś sprzedawał na olx dwa kompletne nigdy nie użyte, wciąż w ori pudełkach za cząstkę ceny nowych. A że kolega akurat był w PL na urlopie to mi je przywiózł. Cieszyłem się bardzo, że wreszcie załatwię problem i to jeszcze po całkiem małych pieniądzach...I jak się okazuje chytry dwa razy traci, dosłownie. Z drugiej strony dzięki temu zyskałem pewność, że za drgania odpowiedzialne były moje stare przeguby. Zmieniłem przeguby na półosiach, stare w środku jakoś nie wyglądały na mocno zużyte, jednak trochę wytarte były, ale miały prawo bo przebieg też już miały spory za sobą bo ok 390tyś km. Tak jak pisałem wcześniej zmiana krzyżakowych przegubów na półosi jest możliwa i w miarę prosta.
Za to wymiana całości w aucie to mi napsuła krwi, ehh. Wcześniej miałem Passata przez kupę lat, mam też już parę lat Seata Alhambrę i tam półosie z wew przegubami są przykręcane do flansz na skrzyni. Prosta sprawa, parę śrubek i gotowe. Olej nie ucieka, czysto i bezproblemowo. Tu, ehh, najpierw jak to wybić/wyrwać ze skrzyni w warunkach garażowych, a następnie powódź oleju ze skrzyni, mimo podlewarowania maksymalnie strony wymienianej. Ewentualnie wcześniejsze upuszczenie części oleju co w obu przypadkach i tak skutkuje wyjmowaniem akumulatora i jego podstawy aby uzupełnić olej, nie mówiąc już o kretyńskiej procedurze sprawdzania poziomu oleju w skrzyni. Ale to to i w pasku już było niestety, zamiast dobrego starego bagnetu. Więc w sumie to lepiej spuścić najpierw olej bo potem przynajmniej nie trzeba sprawdzać poziomu. Choć z drugiej strony jak już się przy tym grzebie to lepiej sprawdzić...Oczywiście mowa tu o automacie.
No dobra, zmieniłem przeguby i co? I alleluja! To było to! mogłem grzać ile chciałem i nic nie drgało. Pojawił się za to praktycznie od razu typowy objaw zużytych przegubów wew, czyli bujanie budy przy ruszaniu/rozpędzaniu. Na początku mniej, z czasem coraz więcej. I mówimy tu o czasie miesiąca i przebiegu ok 2 tyś km. Zrobiło się to tak dokuczliwe, że nie dało się jeżdzić na co dzień. Musiałem ciągle ujmować gazu przy ruszaniu, przyspieszaniu bo inaczej budą tak trzęsło jakby na serio jechało się na kwadratowych kołach. O ile wcześniej dokuczało to tylko przy jeździe autostradowej (niestety w zacofanej Anglii limit prędkości na autostradzie i dwupasmówce czyli odpowiedniku drogi ekspresowej, wynosi zaledwie 110km/h) to teraz dokuczało to na co dzień przy przysłowiowej jeździe w koło komina.
Więc zacząłem szukać znów kompletnych półosi używanych na ebayu. Nauczyłem się jak je rozróżniać wizualnie choć są bardzo podobne. I dzięki temu trafiłem na ofertę sprzedaży nie opisanej, że to pochodzi z automatu. Ja byłem jednak pewny po zdjęciach, że to pochodzi z automatu do tego chłop miał parę innych części do zafiry między innymi wybierak biegów z automatu. Cena też nie była najgorsza więc kupiłem. I znów to samo. Walka z wyrwaniem ze skrzyni, uzupełnianie oleju i ...?
I wreszcie jest tak jak powinno być! Zero drgań. Auto sunie jak po szynach.
A co znalazłem w środku wspaniałych zamienników firmy Pascal? Rozsypane łożyska, przemielone jakieś metalowe części, no szok normalnie. Pascal, nigdy więcej!
Napsuło mi to krwi, oj napsuło. Dlatego zdecydowałem się to opisac w całości, mimo że zajmuje to trochę, ale może komuś, a być może Ostapowi to pomoże.