Odpalam auto rano do roboty, wyjeżdzam z garażu i trach - silnik wali stuka że szok.
Pierwsza myśl - padła dwumasa.
Nic, siadam na rower i pojechałem rowerkiem.
Po robocie macha w górę i już widzę że pasek wielorowkowy się rozwarstwił i poszarpał.
Myślę , pewnie ten pasek tak wali o obudowę rozrządu i poduchę - stąd te stuki.
Biorę nóż, tnę pasek, wywalam go i odpalam.
A tu dalej głośne metaliczne stuki.
Więc autko na lawetkę i jedziemy do roboty.

W robocie szybka diagnoza i wiadomo że.

Pasek wciągło w rozrząd.
Biorę klucz na wał i kręcę,
Kręcę w prawo i pyk, zablokowało - kolizja
Kręcę w lewo - też kolizja.
Myślę jaki pieron jak normalnie odpalał ale walił głośno - stukał.
Myślę już po silniku, ale na wszystko jedno zdejmę pasek i ustawię od nowa rozrząd.
Ustawiłem rozrząd, 2 obroty kontrolne i moje zdziwienie
Przy kontrolnych kręceniach nie zrobiło kolizji.
Więc, trach i palimy i ........ Autko odpaliło
Zostawiłem go, jutro dokończę go składać,
profilaktycznie zmienię pasek rozrządu mimo iż był na wiosnę robiony.
Teraz pytanie bo zgłupiałem.
- jakim cudem auto chodziło po przestawieniu rozrządu a kluczem kręcąc była kolizja?
- skoro była kolizja to jak uratowały się zawory?
Zgłupiałem
Dodam że pasek przeskoczył chyba o 4 zęby.
Dokładnie nie miałem jak sprawdzić bo nie mogłem ustawić ani dolnego, ani górnego znaku na kole - miałem kolizje w lewo i prawo
CDN......














