Witam wszystkich,
Musze się odnieść do postu pana Malinowskigo, bo to co napisał niestety tylko częściowo się zgadza. Zajęło zebranie wszystkich tych faktów trochę czasu, ale trudno, takie półprawdy i manipulacje jakie Pan Malinowski zastosował powyżej trzeba prostować, a można to robić tylko za pomocą faktów. Nie mam czasu codziennie sprawdzać forum, ale widzę, ze temat żyje własnym życiem i już pojawiły się opinie rozgrzeszające Pana Mailnowskiego. No cóż, myślę ze można to wytłumaczyć prostym mechanizmem psychologicznym u ludzi, którzy są o czymś przekonani i "zainwestowali" już emocjonalnie w pozytywną bądź tez negatywna opinie o kimś lub o czymś, niechętnie słuchają lub w ogóle nie słuchają zdania przeciwnego, choćby było prawdziwe. To jednak nie ma większego znaczenia. Istotniejsze jest, aby przyszli kupcy uchronili się przed nieuczciwymi praktykami ze strony Pana Malinowskiego.
A zatem:
Pośredniczyłem w zakupie dla Lewy112 samochody poleasingowego z Belgii.
W/w sam auto wybrał i wpłacił na poczet niego zaliczkę. Auto sprzedawane było przez firmę carsontheweb.com ,
a link do ogłoszenia jest ciągle dostepny w archiwum tranzakcji https://www.carsontheweb....ra%20CDTi%20150
Ja kupowałem auto od Pana Malinowskeigo, przedsiębiorcy trudniącego się sprzedażą samochodów, a nie od kogoś innego i nie ma tu znaczenia jak on to nazwie. I od niego mam prawo domagać się, aby sprzedawany produkt był w stanie takim, o jakim zostałem poinformowany do momentu dobicia transakcji. Innymi słowy aby cena odzwierciedlała stan auta i żeby nie było w nim wad ukrytych, a jeśli jakieś maja być to powinny być ujawnione przez sprzedającego by transakcja była uczciwa. W tym przypadku tak niestety nie było. To od kogo on kopił auto, kiedy, jak za ile etc. nie gra tutaj żadnej roli. Jeśli on kupił auto z wadami ukrytymi, powinien się domagać ich usunięcia od swojego sprzedającego.
Auto jak wszystkie poleasingowe jest serwisowane i powodem sprzedaży jest zakończenie leasingu (biegało praktycznie do końca).
Ustalony miałem poziom do którego mogę auto nabyć - kwota X.
Auto udało się kupić za cenę X-200Euro, czyli o ponad 1 tys. zł taniej uwzględniając VAT23%.
Wszystkie transakcje staram się przeprowadzać w pełni uczciwie więc przekazałem kopię mojej faktury zakupu (choć nie muszę tego robić). O niższej cenie poinformowałem kupującego.
Wow, chwała Panu Malinowskiemu za to, ze poinformował mnie, ze kupił 200 EUR taniej. Trzeba mieć niezły, jakby to powiedzieć "tupet", by się jako sprzedawca samochodów chwalić, że się zachowało uczciwie nie oszukując sprzedawcy co do ceny zakupu. To, że cena kupna z aukcji będzie znana było przecież jasne od początku i było jednym z kryteriów, które przyczyniły się do kupna auta u Pana Malinowskiego, a nie gdzie indziej, wiec naprawdę, zachowajmy umiar.
Cała tranzakta została przeprowadzona przy minimalnej marży, która funkcjonuje u mnie tylko w przypadku aut na zamówienie.
1. Marża była normalna. Wiem jakie maja inne firmy, bo przecież przed zakupem orientowałem się w wielu miejscach.
2. Co ma znaczyć "auto na zamówienie". Że na zamówienie, to sprzedawca nie odpowiada za stan techniczny, albo że ryzyko w przypadku zamówienia jest po stronie kupującego? To w tym czy w tym przypadku kompromitujące dla sprzedawcy, bo w pierwszym przypadku jako sprzedawca oczywiście odpowiada za stan techniczny w stosunku do konsumenta (sam zaś ma możliwość reklamacji u tego u kogo kupił, jeśli zaś kupił i znalazł wady ale ich nie reklamował tylko wcisnął z wadami sprzedającemu to nieuczciwość, jeśli to przeoczenie to i tak powinien jako sprzedający te wady usnąć, bo za nie prawnie odpowiada). W drugim przypadku jeśli uważał auto za złe, to dyskwalifikuje go to jako sprzedawce, ponieważ powinien był oczywiście poinformować o tym kupującego przed transakcją, zaś w tym przypadku tego nie było. Co do wyboru konkretnego modelu dyskutowaliśmy przecież i przy tej okazji nie wspominał nawet słowem, że coś z tym autem może być nie tak. Notabene pan Malnowski sprawdza wszystkie auta na zamówienie, z być może minimalnym odsetkiem aut, które kupuje w ciemno bo są one popularne i, i tak zejdą. To moje wrażenie z długich rozmów z nim przed transakcją.
Po przywozie auta do kraju (zawsze trwa to minimum 14 dni - formalności aukcyjno-leasinogowe) pomogłem usunąc na szybko kilka usterek tj.: czujka praktronika, pęknięta ekoświnia na siedzisku fotela, pęknięty krótki przewód elastyczny do DPF. (wszystko łącznie 200zł! )
Co do usterek to zgadza się, przy czym 1 czujka parctronica była tylko wepchnięta w zderzak, wiec trzeba było ją tylko włożyć z powrotem w zderzak, wymiana kawałka skaju pewnie u jakiegoś krawca oraz założenie gumy uszczelniającej na przewód DPF
Jako, że ciśnienie na szybki odbiór ze strony kupującego było dość duże - autem mogłem pojeżdzić zaledwie jeden dzień.
5.06 carsonweb potwierdził przyjecie oferty zakupu
13.06 przyszły papiery uprawniające do odbioru
20.06 auto przyjechało do Gorzowa
27.06 kupiłem je, był zatem tydzień czasu na sprawdzenie auta i nie mówiłbym tu o jakiejś presji czasowej - formalności rejestracyjne i naprawę tych rzeczy z punktu powyżej można zrobić spokojnie w 7 dni
Nie udało mi się wychwycić innych drobnych usterek - komputer żadnych kodów błędów nie pokazywał. Auto zostało przekazane w pełni sprawne technicznie kupującemu.
Auto miało istotne wady ukryte:
- uszkodzenia wtryskiwacza cyl. 2.
- uszkodzenie EGR lub geometrii łopatek turbiny,
Tu dodam jeszcze, ze chodzi mi oczywiście o te 2 wymienione powyżej rzeczy, nie o klocki i tarcze itp., o czym wspomniałem tylko zęby przedstawić szerszy kontekst. Tak jak pisałem, sam musiałem zrobić jeszcze np. huczące łożysko paska osprzętu diagnostyka i wypalanie DPF też na własny koszt choć z tym się liczyłem bo to typowe dla tych silników z DPF i kilka innych drobniejszych rzeczy, ale to w końcu auto używane wiec coś takiego może mieć miejsce. Nie może mieć miejsca jeśli chodzi istotne wady ukryte jak te powyżej.
Po miesiącu użytkowania i przejechaniu ponad 1 tys. kilometrów kupujący zgłosił się do mnie z roszczeniami dotyczącymi:
- niepoprawnie działającego zaworu EGR,
- uszkodzenia wtryskiwacza cyl. 2.
Po to opisałem to tak dokładnie w moim poście powyżej, żeby nie było wątpliwości, dlaczego moglem zgłosić się do sprzedającego dopiero po 3 tygodniach (w skrócie: 27.06 z Gorzowa musiałem jechać bezpośrednio na tydzień do Niemiec (100km od Gorzowa), tam od razu następnego dnia jak zapaliłem silnik chodził dziwnie, ale nie jestem ekspertem i pomyślałem, że poczekam do mechanika (wada braku mocy wyszła tez dopiero jak się mechanik przejechał), auto stało tam niejeżdżone do następnego piątku (4.07), kiedy wyskoczył błąd DPFu i tryb awaryjny. W drodze powrotnej musiałem zajechać awaryjnie do rodziny, i jak wróciłem do siebie to od razu w poniedziałek 14.07 wstawiłem je do mechanika, 18.07 miałem diagnozę, które były już od początku i tego samego dnia dzwoniłem do sprzedającego by usłyszeć, że wszystko jest w porządku proszę sobie naprawiać samemu.)
Odpowiedź z mojej strony była i jest jedna - części eksploatacyjne nie podlegają gwarancji. Gwarancję daję tylko na silnik (tj. blok) i skrzynię biegów.
Powoływanie się na usuniecie wad ukrytych jest wydaje mi się nieporozumieniem.
Tutaj komentarz pozostawię czytającym. Nadmienię tylko, że po co udawać, że się daje gwarancje na silnik, która nie obejmuje wtryskiwaczy i zaworu EGR/geometrii łopatek turbiny? Ważniejsze jest jednak pytanie, dlaczego sprzedający sprzedał auto z wadami ukrytymi?
Ogólnie miało być w miarę nowe czytaj w dobrym stanie auto od pewnego sprzedawcy, a nie zjeżdżony rzęch, ale wyszło niestety jak wyżej.
Informacje te poparte są mailami i papierami do wglądu, jakby ktoś był ciekawy. Rozmawiałem już tez z prawnikiem, który widzi sprawę pozytywnie, wiec jak będzie przekonamy się pewnie nieprędko, ale na pewno.
Pozdrowienia