Przerabiałem niedawno temat szwankującego sterownika silnika i pomyślałem, że podzielę się moimi spostrzeżeniami - może komuś się przydadzą.
Mam Zafirę A z silnikiem Z16XE (sterownik Multec HSFI 2.1)
Właściwie to już jakiś czas po zakupie auta, przy okazji wizyty u mechanika udało mi się ustalić, że nie działający tempomat i dodatkowo nie działający drugi bieg wentylatora to wina sterownika (brak połączenia). Co ciekawe nie świeciła się kontrolka check, więc możliwe że problem został w aucie sprytnie zakamuflowany. Ciekaw jestem czy poprzedni właściciel (zarejestrowany tu na forum) zdawał sobie z tego sprawę sprzedając mi auto. Z postów na forum dowiedziałem się też, że sterownik był już raz naprawiany.
Dłuższy czas jeździłem bez tempomatu, jakoś strasznie mi to nie przeszkadzało, jednak przyszedł czas, że w końcu zaświecił się check i po sprawdzeniu okazało się, że pojawiły się dodatkowe błędy. Od razu pomyślałem o sterowniku i zacząłem przeglądać temat w Internecie. Dowiedziałem się, że za większość problemów odpowiadają zerwane połączenia cienkich drucików między gniazdem do którego wchodzi wiązka przewodów, a płytką sterownika. Druciki te ze starości osłabiają się i pękają. Znajomi mechanicy nie zajmują się elektroniką, więc zasugerowali mi możliwość naprawy sterownika albo w jakimś lokalnym warsztacie który to robi, albo kontakt ze znanym warsztatem w Redzie. Z resztą z tego co się zorientowałem, takich miejsc jest już trochę w naszym kraju.
Przemyślałem sprawę, przeczesałem internet i wymyśliłem następujące opcje:
1. Naprawa sterownika w warsztacie który się tym zajmuje.
2. Zakup używanego, sprawnego sterownika i przeprogramowanie go pod moje auto.
3. Zakup gotowego zestawu: sterownik + pętla immobilizer-a+ transponder immobilizer-a do kluczyka.
4. Samodzielna naprawa sterownika.
Każda z powyższych opcji ma zalety i wady:
Ad.1. Koszt naprawy jest oczywiście indywidualnie wyceniany, ale sądząc po tym co pisały osoby na forach potrafi sięgać kilkuset albo i tysiąca złotych. Przy tym zapewne nie dowiemy się, czy w tej cenie serwis wymienił wszystkie około 120 połączeń na nowe (sporo pracy) czy zrobił minimum, wymienił tylko zerwane połączenia. Jeśli tak, to nie ma żadnej pewności, że po jakimś czasie od naprawy zerwie się jakieś kolejne nie naprawiane jeszcze połączenie i problem wróci. I co wtedy, znów naprawa i kolejne kilka stówek leci? Z drugiej strony profesjonalny serwis ma zwykle dobry sprzęt, dużą wiedzę i doświadczenie w naprawie. Zwykle dają też 1 rok gwarancji na naprawę.
Ad.2. Pierwszy problem, to jaki sterownik kupić. Na znanych portalach są oferty z potrzebnymi sterownikami, rozpiętość cenowa potrafi być bardzo duża. Trzeba by patrzeć, czy sprzedawca daje chociaż na start jakiś miesiąc gwarancji, co by się nie okazało że używany sterownik już w momencie zakupu jest uszkodzony i po co nam wtedy taki? Kolejny koszt to zaprogramowanie sterownika. Idealnie, jeśli udało by nam się kupić używany sterownik już z usługą zaprogramowania go u sprzedawcy pod nasze auto. Oczywiście musimy koniecznie znać nasz PIN Car-Pass. Niestety, wielu sprzedawców nie ma takiego sprzętu, są to tylko handlarze, którzy sprzedają gołe sterowniki wymontowane z aut i tyle. Co gorsza, nie znają nawet PINu Car-Pass sprzedawanego sterownika. Jeśli kupimy taki sterownik, to jeśli nawet działa, będzie wymagał od nas znalezienia ogarniętego elektromechanika, który najpierw zczyta z zakupionego sterownika jego PIN, następnie przy jego pomocy zresetuje sterownik, potem zaprogramuje go PINem z naszego auta i dopiero będzie nadawał się do użytku w naszym samochodzie. Oczywiście elektromechanik nie zrobi tego za darmo, więc mamy podwójny koszt: używany sterownik + usługa elektromechanika.
Ad3. Jeśli uda się znaleźć taki zestaw w przystępnej cenie, może to być w miarę sensowna opcja. Niestety wymaga trochę zabawy, bo trzeba ogarnąć co i jak rozebrać przy kierownicy, aby zamienić te pętle immobilizer-a. Albo oddamy to do zrobienia mechanikowi. Kolejny problem to to, że zwykle w takim zestawie dostaniemy tylko jeden transponder kluczyka, co za tym idzie będziemy mieć tylko jeden działający kluczyk. Jeśli zechcemy dorobić kolejny, pojawia się problem gdyż nie mamy PINu Car-Pass, niezbędnego do zaprogramowania kolejnego transpondera. Da się to ogarnąć, ale to znów kolejny koszt. Najlepiej wtedy dorobić w punkcie tylko sam kluczyk bez immobilizer-a, dokupić oddzielnie czysty transponder i znaleźć elektromechanika, który potrafi zczytać PIN Car-Pass z naszego nowego sterownika i jednocześnie do programuje nam dodatkowy transponder do kluczyka.
Ad.4. Musimy zdobyć trochę wiedzy na temat naprawy sterownika. Trzeba poszperać po forach, przejrzeć YouTube, zakupić niezbędne materiały. Jeśli jednak poradzimy sobie, koszt będzie znikomy w porównaniu z powyższymi, nie będziemy musieli szukać znających się na temacie elektromechaników, jeździć do nich albo wysyłać komuś sterownika i tracić na to czasu. Poza tym naprawimy sobie tyle połączeń ile uznamy za konieczne, w razie powtórki po jakimś czasie wiemy już co i jak i za nic nie płacimy. Jeśli zaś nie poradzimy sobie, cóż... trzeba będzie wybrać którąś z opcji 1-3.
Jak można się domyślić, postanowiłem spróbować 4 opcji, z ewentualną myślą, że jak się nie uda to spróbuję z opcją 3

Zainspirowany ruskimi filmikami z YouTube, postanowiłem zaryzykować. Ogólnie większość "odstraszaszy" przed samodzielną naprawą jakie można napotkać w Internecie to konieczność uporania się z żelem, którym zalany jest sterownik, oraz konieczność pracy pod mikroskopem. W praktyce okazało się, że nie jest aż tak źle:) Co do żelu, rzeczywiście trzeba zaopatrzyć się w drewniane wykałaczki i jakiś mały śrubokręt, jest trochę wygrzebywania żelu, ale da się to zrobić. Co do mikroskopu - na szczęście większość prac można wykonać patrząc gołym okiem. Mikroskop natomiast jest bardzo przydatny w inspekcji - dla sprawdzenia, czy dobrze polutowaliśmy nowe druciki, czy nie ma zwarć pomiędzy sąsiadującymi drucikami, czy wszystko jest dobrze oczyszczone. Myślę, że od biedy dało by się zrobić wszystko bez mikroskopu, ale mikroskop na prawdę bardzo pomaga. Ja natomiast, lekko pod stresowany tematem, postanowiłem zainwestować i zamówiłem od Chińczyków całkiem przyzwoity jak na moje potrzeby mikroskop za 190zł:) Uważam, że za takie pieniądze to świetny pomysł, zwłaszcza, że zaoszczędziłem kupę kasy na naprawie sterownika a mikroskop mam dalej i jeszcze nie raz może mi się w przyszłości przydać.
To co nam koniecznie potrzebne do naprawy, to:
- stacja lutownicza i precyzyjny grot (jak widziałem na YouTube jak niektórzy próbują lutować te połączenia jakimś szerokim grotem to aż mi się słabo robiło)
- topnik do aluminium, zdecydowanie warto. Ja dałem 30 zł na znanym portalu. Pady do których należy lutować druciki są aluminiowe, a my musimy mieć mega trwałe połączenia. Niektórzy twierdzą, że udało im się dobrze polutować te miejsca przy pomocy zwykłej kalafonii, nie brakuje też jednak na forach ludzi, którzy lutowali te połączenia, a po paru dniach im puszczały. Poza tym kalafonia ma swój kolor i wszystko nam tam w żelu zabrudzi. Ja próbowałem poza sterownikiem lutować druty aluminiowe przy pomocy kalafonii jak i dedykowanego topnika i z użyciem topnika było zdecydowanie lepiej, nie trzeba też było długo grzać lutowanych elementów, dlatego zmniejsza się ryzyko przegrzania ich.
- nowy drucik, którym zastąpimy te zerwane. Ja natrafiłem na informację o stosowaniu drutu KYNAR i u mnie też sprawdził się on świetnie.
- na koniec jeszcze odpowiedni środek do hermetycznego i trwałego zaklejenia sterownika po zakończeniu pracy, tu również podpatrzyłem na jakimś ruskim filmiku środek Reinzosil. Nie jest drogi i się sprawdził.
- oczywiście nie ma co pisać już o takich szczegółach jak precyzyjna pęseta, miernik do przetestowania czy mamy dobre połączenia i nie porobiliśmy zwarć, izopropanol do przepłukania i wyczyszczenia miejsc po lutowaniu, itp. itd., to wszystko jest oczywiste dla kogoś kto ma jakieś względne pojęcie o pracy lutownicą, ja starałem się wymienić te rzeczy które były mi potrzebne typowo do naprawy sterownika.
U mnie naprawiony w ten sposób sterownik działa już miesiąc bez zarzutu. Większość błędów zniknęła i przy okazji okazało się, że mam jeszcze jeden problem do rozwiązania, który jednak nie był spowodowany sterownikiem. Muszę przyznać, że też zaliczyłem jedną wtopę, bo najpierw nie do końca dobrze oczyściłem miejsca lutowania i malutki opiłek zwarł mi dwa sąsiadujące piny, co objawiło się problemem z reakcją na pedał gazu, ale po znalezieniu winowajcy i dokładnym przepłukaniu wszystkiego izopropanolem wszystko już było jak należy. Dlatego też zwracam uwagę, że trzeba być bardzo uważnym i dbać o dobre wyczyszczenie wszystkiego.
Ostatecznie zaoszczędziłem kupę kasy i czasu na naprawie, ja ogarnąłem to sobie na spokojnie w jeden weekend, potem jeszcze trochę testowałem w aucie aż ostatecznie zakleiłem sterownik masą silikonową i zamontowałem na stałe w aucie. Mam też mega satysfakcję, że dałem radę i sobie z tym wszystkim poradziłem. Wcale nie było tak źle.
Jeśli będę umiał, postaram się też pomóc, gdyby ktoś miał podobny problem i podobne dylematy u siebie.
Na koniec zdjęcie po naprawie. Te czerwone druciki to moje, czarne lutował poprzedni serwis.