Opiszę i ja swój przypadek.
Będzie troszkę długo, ale dzięki temu padną odpowiedzi na pytania jeszcze nie zadane.
Zafira A 1,8 125km 2004. Jakieś 4-5 miesięcy temu zauważyłem, że pod obciążeniem (klima) co jakiś czas na moment przygasają światła do jazdy dziennej (Philips DRL 9 - te które włączają się kiedy rośnie napięcie). Jak się później okazało, nawet i bez żadnego obciążenia potrafią mrugnąć. Sprawdziłem więc ładowanie i wyszło w okolicy 13,9V z włączonym tylko radiem. Po włączeniu klimy i świateł mijania spadało do 13,8 a nawet nieco niżej. Bez większego studiowania tematu, czyli przekonany o niepełnej sprawności alternatora zabrałem się za demontaż i pojechałem do okolicznego specjalisty. Ten podłączył alternator i mówi, że jeszcze nie jest tak źle bo około 14,1V, ale jak sobie pomyślałem ile czasu i zabawy kosztowało mnie jego wyjęcie i świadomy faktu, że jego montaż zajmie dwa razy więcej czasu (brak kanału, najazdów i drugiej osoby do pomocy) uznałem, że niech będzie na bogato i alternator został zregenerowany (nowy regulator, szczotki, komutator, łożysko, uszczelnienie, piaskowanie obudowy). Po długiej walce i wielu towarzyszącej jej kur*ach udało się wszystko poskładać, założyłem też nowy pasek żeby nie było partyzantki. Odpalam maszynę, podchodzę na pomiar i miód malina - 14,4V przekroczyło. Silnik popracował chwilę, uradziłem że sprawdzę pod obciążeniem i włączam po kolei klimę, światła mijania, drogowe, przeciwmgłowe itd. i ze smutkiem w oczach patrzę jak napięcie spada poniżej 14

Co ciekawe - po wyłączeniu wszystkiego wciąż poniżej 14 i zaczęły się schody. Przeczytałem cały ten temat i co nieco w innych i tak:
- klemy zostały wyczyszczone
- nie ma różnicy kiedy mierzę między klemami a względem silnika (sztuczka z poprawieniem masy kablami rozruchowymi też bez efektów)
- kable się nie grzeją, albo nie potrafię tego wyczuć
- akumulator sprawny bo trzyma nawet 12,9 o poranku, jeżdżę ze 3 razy w tygodniu po nawet 50km w jedną stronę i do tego mniejsze odcinki prawie codziennie.
Pierwszy wniosek - im bardziej dogrzany silnik tym słabsze ładowanie. Żeby to potwierdzić sprawdziłem dziś i sytuacja się powtórzyła. Odpalam, idę sprawdzić i 14,45 na starcie, z każdą minutą delikatny spadek. Wzbogacony wiedzą zaczerpniętą z forum pozostawiłem tylko jedną rzecz do sprawdzenia, czyli napięcie jakie wychodzi z alternatora (i tym tropem idąc winić kabel plusowy). Tego niestety nie jestem w stanie teraz sprawdzić bo nie mam kanału do dyspozycji. Jedyne co udało mi się zrobić to wczołgać się pod auto i obejrzeć rozrusznik (sugestia również z forum). Zrobiłem zdjęcie i teraz pytanie do was - doświadczonych. Czy tutaj może być przyczyna? Bo jak widać zielony nalot się pojawia. Ja jestem amator bez doświadczenie i swoje wnioski/sugestie opieram na propozycjach z forum i drogą eliminacji innych przyczyn, więc proszę o wyrozumiałość jeśli popełniam rażące (dla fachowców) błędy.
Moja wiedza się skończyła i jedyne co moim zdaniem pozostało to coś wymagającego poprawy na drodze między punktami alternator-akumulator-rozrusznik...
Jedno jest pewne - świeżo po starcie zimnego silnika ładownie jest wzorowe.