Dziś mija dokładnie 1 rok odkąd zakupiłem Astrę H u pana Andrzeja (Zafirę też oglądałem) i mogę napisać jak to wyglądało.
Od kilku miesięcy wcześniej poszukiwałem samochodu, który by zastąpił godnie wcześniejszą Astrę G kombi 1.8 125 KM z 2000 roku.
Chcąc wydać w miarę rozsądne pieniądze rzędu kilkunastu tysięcy zł za samochód, który będzie miał poniżej 10 lat celowałem w auta francuskie bo kiedyś miałem dwa takie auta (Citroen Saxo i Renault Laguna I).
Tym razem chciałem kupić albo Lagunę II albo Megane II a, że dbam o samochody i nie boję się grzebać przy aucie, Francuz nie był mi straszny. Ponieważ roczne przebiegi jakie robię to jakieś 10-12 tyś km to celowałem w dwulitrowy silnik benzynowy o mocy 136 KM.
Niestety ofert prywatnych było jak na lekarstwo a jeśli nawet były to nie miałem zamiaru jechać oglądać każdego auta po kilkaset kilometrów. Oferty w Warszawie i do 100 kilometrów od niej wołały o pomstę do nieba.
To co było w ogłoszeniach nijak się miało do rzeczywistości.
Jako, że wcześniej miałem Astrę G, teść ma Astrę J to postanowiłem zostać "wierny" marce.
Tym razem postanowiłem, że albo kupię auto od pierwszego właściciela albo od zaufanej osoby.
I znowu powtórzyła się historia podobna do poszukiwań Francuzów tzn. ofert prywatnych krajowych praktycznie nie było, wszystko auta sprowadzane w większości w komisach.
Znalazłem polecane osoby w Zgierzu, które sprowadzają auta i mają dobre opinie na forum Opla Vectry ale mieli w ofercie tylko Vectry a ja tak dużego auta nie potrzebowałem (chociaż chciałem takie 2.0 T - mniam).
Drogą eliminacji okazało się, że na placu boju pozostał Pan Andrzej "Zafiry Gratka".
Na forum Zafiry i Astry przeczytałem wszystko co tylko się dało na temat "tego" sprzedawcy i decyzja zapadła - jadę.
W ofercie Pana Andrzeja były auta, które mnie interesowały czyli Zafira B 1.8 lub Astra H 1.6.
Cenowo wychodziły poza mój wcześniejszy budżet ale powiedziałem sobie "raz kozie śmierć" i podciągnąłem pułap powyżej 20 tyś zł.
Telefonicznie zaanonsowałem swoją wizytę w Gorzowie dzień wcześniej i zarezerwowałem czarne kombi AH.
O 6.00 rano następnego dnia (sobota) jechałem do najodleglejszego miejsca (około 500 km) od dotychczas odwiedzanych z nadzieją, że wrócę swoim samochodem.
Po godzinie 11.00 stałem już przed bramą wjazdową na plac, na którym stało kilkanaście samochodów marki Opel w różnych modelach.
Po chwili przyjechał Pan Andrzej i serdecznie zapraszał do oglądania swoich zasobów.
Powiedziałem, że to ja właśnie telepię się przez pół Polski.
Po krótkiej pogadance powiedziałem co mnie interesuje i po chwili już siedziałem w Zafirze.
Tak, tak w Zafirze
Obejrzałem auto i poprosiłem o możliwość przejechania się nią bo nigdy Zafiry nie prowadziłem.
Jechało się fajnie i "czuć" było tę przestrzeń nad głową ale też dało się odczuć większą od Astry masę auta.
Jako drugi samochód oglądałem właśnie "moją" Astrę i tu po przejażdżce okazało się subiektywnie, że auto lepiej się "zbiera" mimo mniejszej pojemności i mocy.
Zafira była z roku 2007 a Astra z 2009 ale przebiegi miały zbliżone.
Chwilę musiałem zebrać myśli bo Zafira mnie kusiła ale wiedząc, że na co dzień jeżdżę metrem do pracy to aż taki duży samochód nie jest mi potrzebny.
Wiem, że było dużo głosów za Zafirą ale też i sporo przeciw.
Na pewno większy bagażnik, dodatkowe 2 miejsca i jeszcze kilka innych opcji ale Astra też nie była "gorsza".
Cenowo była tańsza a o 2 lata młodsza, do tego czarny lakier i chromowane dodatki "robiły robotę".
A jeszcze czujniki cofania, automatyczne wycieraczki, halogeny i dodatkowy komplet kół przesądził o wygranej.
Podczas oględzin mogłem spokojnie sobie obejrzeć auto tyle czasu ile potrzebowałem.
Jest to duży komfort gdy sprzedający nie "wisi" ci na ramieniu i wszystko jest robione w pośpiechu.
Tego u Pana Andrzeja nie ma, tu jest komfort.
Dokładnie widziałem jakie auto ma mankamenty wizualne (rysa na drzwiach i odprysk na szybie) i je zaakceptowałem bo mam zasadę, że po samochód bez wad to tylko nowy do salonu.
Nie ma siły żeby w kilkuletnim samochodzie nie było jakiś drobnych otarć czy wgnieceń parkingowych.
Po ustaleniu ceny finalnej pojechałem z Panem Andrzejem zrobić przegląd auta i wypełnić całą papierologię posprzedażną.
Na koniec dostałem instrukcję co do zarejestrowania auta i odjechałem w siną dal (w sensie do Warszawy).
Jeszcze przed opuszczeniem Gorzowa było tankowanie do pełna i hot-dog na posilenie się.
Droga na autostradzie A2 mijała szybko (oprócz zbyt dużej ilości bramek po drodze) a auto spisywało się bez zarzutu.
Zmęczony ale zadowolony wróciłem wieczorem do domu.
Tak jak mówił Pan Andrzej z rejestracją auta nie było problemu i z samym autem też jest do dziś wszystko w porządku.
Kolejny przegląd przeszedł bez uwag.
Ja przez ten rok wymieniłem tylko chłodnicę klimatyzacji, była szczelna ale nie było w niej wszystkich żeberek i "słabo wiało chłodem", naprawiłem odprysk szyby, wymieniłem filtry i świece oraz amortyzatory tylnej klapy ale to już tak na siłę bo klapa nie opadała ale nie podnosiła się jak dla mnie dość sprężyście.
Auto nie miało fabrycznie tempomatu ale wystarczyła szybka wymiana manetki oraz programowanie i prawa stopa może "odpocząć" w długiej trasie. W tym roku czeka mnie jeszcze tylko wymiana oleju silnikowego bo minęło 11 tyś od poprzedniej wymiany i auto będzie gotowe na sezon wiosenno-letni.
Reasumując tę przydługą wypowiedź to uważam, że warto czasem wydać więcej kasy niż założyliśmy ale kupić auto u sprawdzonej i uczciwej osoby a za taką uważam Pana Andrzeja.
Pan Andrzej sprzedaje kilkuletnie samochody używane i wiadomo, że jakieś drobne mankamenty wizualne będą ale nie rzutują one na całość auta. Ja osobiście wolę jak auto ma widoczne wady typu ryski, wgniotki bo widzę co kupuję a jak widzę auto które ma kilka czy kilkanaście lat a ono lśni niczym nowe zarówno na zewnątrz jak i pod maską to można się zacząć zastanawiać czy jest tak zadbane czy odpicowane i złożone z dwóch.
Pozdrawiam i polecam: bo choć może tanio nie będzie to jednak uczciwie i bezpiecznie.