MARCEL! pisze: 15 gru 2017, 07:00
Po prostu drgania przenoszone od silnika, powodują, że auto jest jak swoiste pudło rezonansowe...
Heh...

Tak, a co więcej nie tylko całe auto jak i niektóre jego elementy, z racji ich 1- długości lub 2 - powierzchni...

Poniżej aktualizacja z moim wyciszaniem ktore mi się ostatnio urodziło. Samo życie...
Do punktu 1 - od jakiegoś czasu w momencie zapalania Zośki i pracy na jałowych coś dziwnie brzękolilo mi jakby na podszybiu przed kierownicą. Znikało to natomiast po zwiększeniu obrotów. Do tego samo w sobie raz sie pojawiało raz nie, czasem miałem wrażenie że zależy to czy auto stoi równo czy nie, albo np. czy koła są skręcone czy proste. W sumie pełna dowolność...

Nie było to może jakieś bardzo wredne brzękolenie ale coraz bardziej zaczęło mnie ono irytować...
Ostatnio po kontroli oleju odpaliłem auto z poniesioną maską i znow to usłyszałem, więc korzytsając z sytuacji zacząłem szpakować do silnika i metodą Macajewa szarpać i dociskać różne wiszace na nimi i obok klamoty osprzętu... Złapałem w końcu gdzieś mocniej za któryś stalowy przewód hamulcowy i... CISZA.

Po puszczeniu, ponownie orkiestra i brzękolenie...

No i okazało się że do pompy hamulcowej wchodzi bodajże 5 czy 6 rurek i wszystkie idą najpierw równolegle do siebie ale po jakchś 15-20 cm jedna z rurek (jakis powrót czy przelew?) zaczyna odbijać w bok i przechodzi pod inną dosłownie na grubość włosa. W zależności od tego, jak się to wszystko ugieło i ułożyło, czasem te dwie rurki dotykały się o siebie i dzwoniły sobie w najlepsze... A że ta brzęcząca rurka jest długa, bo idzie gdzieś siną dal pod kabinę to i tarabanienie było słuszne...

Na szczęście fizyczny kontakt obu rurek nie spowodował jeszcze na nich żadnych wgnieceń czy przetarć. Niemniej przy wymianie przewodów hamulcowych, czy to samemu czy przez mechaniora (jak to było u mnie, wymieniane w II 2017) dobrze o tym pamiętać i sprawdzić czy gdzieś któreś rurki nie idą za blisko siebie...
Do punktu 2 - czasem przy ruszaniu autem, gdzieś od przodu przez kabinę niosło się coś w rodzaju lekkiego"podrygiwania" podobnego do szarpania przy zerwanej poduszce silnika. Jednak było to odczuwalne nie w napędzie tylko szło to gdzieś głównie po przednich słupkach. Dodatkowo podbite to było odgłosem podobnym do gasnącego psztykania długą linijką wystającą poza krawędź stołu i przyciśniętą do blatu... (kto tak uprzykszał życie innym na lekcjach ten wie o co chodzi...)

Okazało się że przyczyną tego trzepotania było "uwolnienie się" pokrywy silnika od siły która normalnie ciśnie na nią przez gumowe odboje po zatrzaśnięciu maski. Odboje w mojej Zośce okazały się być totalnie spękane i oklapłe, no i po zamknięciu maski ona bardziej na tych gumkach leżała niż była przez nie dociskana od dołu. Kupiłem więc nowe gumki, takie o:
https://allegro.pl/odboj-odbojnik-maski ... OTI2MzQ%3D
i zapodałem z obu stron na nadkolach, zgodnie z wytycznymi wszechmogącego GMa - trywialne położenie gumek tychże w ilustracyi poniższej dla ulatwienia i potomności gawiedzi prezentuję...

- odboje.jpg (55.45 KiB) Przejrzano 3055 razy
Za brud pod maską nie przepraszam bo to fota nie mojego auta...
Przy okazji - w montażu bardzo przydaje się cieniutki elektryczny śrubokręt, którym spokojnie wciśniemy gumy na miejsce wpychając go w ten malutki otworek w gumce. Samo wpychanie odboju z góry ręką idzie dość ciężko bo się skubany składa
Teraz zarówno ruszanie jak i sama jazda zrobiła się głucha w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Do tej pory tak jeździłem bo jeździłem, a że jakiejś wielkiej tragedii z tym nie było to nawet nie wiedziałem że maska może tak przeszkadzać... A tu proszę, jednak ta powierzchnia pi razy drzwi metra kwadratowego blachy potrafi nieco akustycznie namieszać...
A tak w ogóle to chyba niewiele osób przygląda się tym elementom amortyzujacym maskę, a jak widać warto...
