[B]Z18XER historia pewnego "stukotu"
: 21 gru 2011, 20:56
Kilka dni temu zośka stanęła przed serwisem w celu wymiany świec, filtrów i płynów.
Jako , iż silnik hulał jak marzenie wymiana była tylko zwykła formalnością a poniekąd też moim własnym kaprysem.
Wszystko przebieglo szybko i zwinnie pod moim czujnym okiem - w myśl zasady;
"pańskie oko konia tuczy" jak i ze względu na wrodzona nieufność do wszelkich serwisów.
W końcu usłyszałem magiczne: - może pan zabrać auto..
Jenak ze względu na niedopita jeszcze kawę i bardzo ciekawa konwersację z pewna posiadaczką wiecznie odmawiającej posłuszeństwa corsy z 2011 odbiór zośki opóźnił się o bita godzinę...
Wsiadam, przekręcam kluczyk a tu ...jak nie pier.... huknie, stuknie kle kle kle kle....
Wyłączyłem silnik i po chwili podnosząc dolna szczękę z kolan przez myśl mi przeszło :
"ale idiotyczna sytuacja, pomyliłem kluczyki i wzielem nie swoje auto", niestety po sprawdzeniu numerów rejestracyjnych moja teoria nie potwierdziła się...
Udałem sie spowrotem do obslugi i poinformowalem o zaistnialym fakcie przemilego pana po czym natychmiastowo pojawil sie mechanik i z usmiechem na twarzy stwierdzil : - niech pan sie nie denerwuje, zawsze tak jest po wymianie oleju, gora silnika musi dostac olej i przez moment pracuje na sucho.... Myśle sobie - facet mowi logicznie ale... chyba ma mie za idiote skoro chce zebym uwierzyl ze zośkę wypchneli ze środka i pozostawili mi "pierwsze odpalenie"... Po chwili wymian uprzejmosci mechanik udal sie ze mna by pokazac mi jak sie uruchamia samochod i nie bylo by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt iz zoska tym razem odpalila bez zadnego stuku puku.. Z mina kompletnego idioty odjechalem w sina dal...
Rankiem wsiadam do zoski szczesliwy z usmiechem od ucha do ucha ( byl piatek), kluczyk - zaplon a tu znajome kle kle kle, niczym prom przeprawy przez rzeke świne w świnoujściu, oczywiscie nie jest tajemnica iz udalem sie bezposrednio do serwisu. Po wejsciu i wymianie uprzejmmosci z pania za biurkiem skierowalem sie do mechanika by wymienic sie opiniami i nieuprzejmosciami... Pan mechanik udal sie do zoski a ta... znowu gada jak nowka sztuka... Mysle sobie ; a zeby cię krw... ^*^*(*&)(*(^%@$#... Pan przygladajacy sie z boku (wlasciciel vectry) mowi : poczekajcie niech ostygnie - jedna kawa, druga kawa godzina mija; odpalamy - kle kle kle kle, auto na warsztat i po kolejnej godzinie diagnoza: siadlo kolo walka rozrzadu rozprowadzajace olej na gorze silnika + wytarte walki... Olej 5W30 byl juz za rzadki i wyplukalo film olejowy bla bla bla... koszt remontu - kilka tysi.... Mysle sobie ; a zeby cię krw... ^*^*(*&)(*(^%@$#... Pani z obslugi - to co robimy? Ja: ja jade sie upić, jak pani ma ochote to zapraszam...
Jak pomyslalem tak zrobilem, siedze w knajpce i mysle, obok kilku typkow opowiada sobie o autach, mysle : jeszcze mi ich tutaj potrzeba.. wymieniaja sie opiniami na temat silnikow, aut, super patentow wiec zapytalem mimochodem: - a moze panowie podzielicie sie magicznym patentem na naprawe zoski, na co jeden odpowiada: - ma pan zafire na mysli? a czy b, jaki silnik?
Po kilku kwadransach ciekawej konwersacji udalem sie do garazu i wlasnorecznie dokonalem cudownego uzdrowinia zoski - koszt 35PLN....
Usterka okazala sie banalna i pomimo szczerych checi obsmarowania panow z serwisu i oskarzenia ich o celowe wymuszenie bede sie niechetnie trzymal wesji ,iz cala sytuacja wyniknela calkowicie przypadkowo...
Winowajca był..... niewlasciwy filtr oleju! Panowie z baru (mechanicy - laweciarze) powiedzieli ze patent jest znany na zachodzie - montuje sie krotszy filtr olejewy ktory nie zamyka kanalu olejowego i po wylaczeniu silnika olej z gory splywa spokojnie do miski olejowej co w silniku 1.8 ze zmiennymi fazami rozrzadu jest wysoce niekorzystne ale... dla serwisow bardzo na reke - lapia jelenia na wymiane gratow i w najlepszej sytuacji mamy niepotrzebny remont silnika, w nieco gorszej - najdrozszy filt olejowy dostepny na rynku ( kilka tysiecy złotych)
P.S pozdrowienia dla mechanik andrzeja i ekipy ze stolika
Jako , iż silnik hulał jak marzenie wymiana była tylko zwykła formalnością a poniekąd też moim własnym kaprysem.
Wszystko przebieglo szybko i zwinnie pod moim czujnym okiem - w myśl zasady;
"pańskie oko konia tuczy" jak i ze względu na wrodzona nieufność do wszelkich serwisów.
W końcu usłyszałem magiczne: - może pan zabrać auto..
Jenak ze względu na niedopita jeszcze kawę i bardzo ciekawa konwersację z pewna posiadaczką wiecznie odmawiającej posłuszeństwa corsy z 2011 odbiór zośki opóźnił się o bita godzinę...
Wsiadam, przekręcam kluczyk a tu ...jak nie pier.... huknie, stuknie kle kle kle kle....
Wyłączyłem silnik i po chwili podnosząc dolna szczękę z kolan przez myśl mi przeszło :
"ale idiotyczna sytuacja, pomyliłem kluczyki i wzielem nie swoje auto", niestety po sprawdzeniu numerów rejestracyjnych moja teoria nie potwierdziła się...
Udałem sie spowrotem do obslugi i poinformowalem o zaistnialym fakcie przemilego pana po czym natychmiastowo pojawil sie mechanik i z usmiechem na twarzy stwierdzil : - niech pan sie nie denerwuje, zawsze tak jest po wymianie oleju, gora silnika musi dostac olej i przez moment pracuje na sucho.... Myśle sobie - facet mowi logicznie ale... chyba ma mie za idiote skoro chce zebym uwierzyl ze zośkę wypchneli ze środka i pozostawili mi "pierwsze odpalenie"... Po chwili wymian uprzejmosci mechanik udal sie ze mna by pokazac mi jak sie uruchamia samochod i nie bylo by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt iz zoska tym razem odpalila bez zadnego stuku puku.. Z mina kompletnego idioty odjechalem w sina dal...
Rankiem wsiadam do zoski szczesliwy z usmiechem od ucha do ucha ( byl piatek), kluczyk - zaplon a tu znajome kle kle kle, niczym prom przeprawy przez rzeke świne w świnoujściu, oczywiscie nie jest tajemnica iz udalem sie bezposrednio do serwisu. Po wejsciu i wymianie uprzejmmosci z pania za biurkiem skierowalem sie do mechanika by wymienic sie opiniami i nieuprzejmosciami... Pan mechanik udal sie do zoski a ta... znowu gada jak nowka sztuka... Mysle sobie ; a zeby cię krw... ^*^*(*&)(*(^%@$#... Pan przygladajacy sie z boku (wlasciciel vectry) mowi : poczekajcie niech ostygnie - jedna kawa, druga kawa godzina mija; odpalamy - kle kle kle kle, auto na warsztat i po kolejnej godzinie diagnoza: siadlo kolo walka rozrzadu rozprowadzajace olej na gorze silnika + wytarte walki... Olej 5W30 byl juz za rzadki i wyplukalo film olejowy bla bla bla... koszt remontu - kilka tysi.... Mysle sobie ; a zeby cię krw... ^*^*(*&)(*(^%@$#... Pani z obslugi - to co robimy? Ja: ja jade sie upić, jak pani ma ochote to zapraszam...
Jak pomyslalem tak zrobilem, siedze w knajpce i mysle, obok kilku typkow opowiada sobie o autach, mysle : jeszcze mi ich tutaj potrzeba.. wymieniaja sie opiniami na temat silnikow, aut, super patentow wiec zapytalem mimochodem: - a moze panowie podzielicie sie magicznym patentem na naprawe zoski, na co jeden odpowiada: - ma pan zafire na mysli? a czy b, jaki silnik?
Po kilku kwadransach ciekawej konwersacji udalem sie do garazu i wlasnorecznie dokonalem cudownego uzdrowinia zoski - koszt 35PLN....
Usterka okazala sie banalna i pomimo szczerych checi obsmarowania panow z serwisu i oskarzenia ich o celowe wymuszenie bede sie niechetnie trzymal wesji ,iz cala sytuacja wyniknela calkowicie przypadkowo...
Winowajca był..... niewlasciwy filtr oleju! Panowie z baru (mechanicy - laweciarze) powiedzieli ze patent jest znany na zachodzie - montuje sie krotszy filtr olejewy ktory nie zamyka kanalu olejowego i po wylaczeniu silnika olej z gory splywa spokojnie do miski olejowej co w silniku 1.8 ze zmiennymi fazami rozrzadu jest wysoce niekorzystne ale... dla serwisow bardzo na reke - lapia jelenia na wymiane gratow i w najlepszej sytuacji mamy niepotrzebny remont silnika, w nieco gorszej - najdrozszy filt olejowy dostepny na rynku ( kilka tysiecy złotych)
P.S pozdrowienia dla mechanik andrzeja i ekipy ze stolika
