Flora pisze:Podczas wieczornego grzebania
Po pierwsze Marcin pomyśl, co robiłeś...
Ale.. Wyobraź sobie, że mam kolegę, z wykształcenia mechanik samochodowy (!!!), z zawodu w sumie sam nie wiem kto (na zasadzie murarz, tynkarz, akrobata - ksiądz samouk) w każdym razie, aby przed zimą zeszłego roku, prawdopodobnie w ramach oszczędności, zamiast płynu chłodniczego nalał do Vectry zwykłej wody bo poziom był za niski... Któregoś mroźnego poranka auto nie odpaliło.
Op-com nie pokazał żadnego błędu. Sprawa wyjaśniła się dopiero po zaciągnięciu auta do normalnego mechanika, kiedy auto się odmroziło... Wywalona głowica i kupę innych ciekawostek..
Konkluzja - wiem, że Ciebie podobny temat dotyczył nie będzie. Wiem, że masz pojęcie i wiesz co robisz, w przeciwieństwie do przytoczonego powyżej przypadku.. Ale wiem, też, że rutyna czasem gubi. Mnie też. Prześledź na początek co robiłeś w aucie przez ostatnie kilka dni. Może się zaraz okazać, że w Twoim przypadku, któryś z czujników dotyka masy. Któryś z kabli się przetarł. Wiem, że to trochę szukanie igły w stogu siana..
Historia z mojego życia: kupiłem C5. Ponieważ byłem już na etapie świadomości motoryzacyjnej, postanowiłem dowiedzieć się jak najwięcej o historii auta. Dlaczego przyjechało do Polski mając zaledwie 4 lata i 56 tys przebiegu. Kto w Niemczech robi po 15 tys rocznie autem.. A że język niemiecki nie jest mi obcy, postanowiłem skontaktować się z pierwszym właścicielem. Otóż sądziłem, że auto musiało albo być mocno walone, albo mieć poważną, schowaną gdzieś usterkę... Dowiedziałem się, że hrabina (tak nazywałem Ce piątkę) co jakiś czas z nie wiadomych nikomu przyczyn, wchodziła w tryb serwisowy, na zegarach robiła się bożonarodzeniowa choinka i wywalało któryś z bezpieczników. W ASO rozkładali ręce, facet się zmęczył ciągłą powracającą usterką i auto pchnął. Trafiło ono do Polski. U nas kupił je mój znajomy ksiądz, oczywiście z tą usterką, od którego to właśnie kupiłem hrabinę, ale on z racji kompletnego braku świadomości motoryzacyjnej, prawie nic nie potrafił powiedzieć o samochodzie, jak tylko to, że jak coś się działo, to dawał do mechanika tego i tego. Skontaktowałem się z jednym ze wskazanych. Co się okazało, chłopak był na tyle połapany, że jeździł tą C5 przez kilka tygodni aby wyłapać usterkę. Powodem wywalania trybu serwisowego okazał się mały, przetarty kabelek idący gdzieś w wiązce przy blachach karoserii (nawet mi pokazywał gdzie to miało miejsce). Małe chińskie rączki składające wiązkę kabli dla PSA zrobiły o kilka cm za krótki jeden z kabli. Ten pod wpływem temperatury i właściwości termicznych metali, zmieniał swoją długość i przecierał się aż się przetarł. Podczas jazdy, kiedy silnik był ciepły, kabelek się wydłużał i nie spodziewanie dotykał masy.
W normalnych przypadkach, dla mechanika nie do wyłapania usterka. Serio trzeba mieć zacięcie i pojęcie o instalacji auta, żeby coś takiego znaleźć. Oczywiście po przelutowaniu kabla, problem zniknął i nie pojawił się już nigdy więcej...
Piszę to Marcin dlatego, że u siebie masz sporo modyfikacji. Masz sporo podokładanych czy udoskonalonych tematów. Skoro masz pewność swojego silnika, sprawdź po kolei co robiłeś w aucie.
Sprawdź przewody oczywiście. Jestem pewien, że masz duperelę jakąś. No chyba, że jak w pierwszej opowieści, nalałeś wody zamiast Borygo i wywaliło Ci uszczelkę na mrozie... Aj.. ale to chyba nie ta pora roku

<- to jest żart
