tajemnicza historia z akumulatorem
: 08 wrz 2015, 12:41
Wybrałem się z rodziną na wczasy. W jedną stronę około 250 km. Zajechaliśmy bez problemu, w trakcie jazdy cały czas działała klimatyzacja. Przez kilka dni auto stało nie ruszane na parkingu. W dniu wyjazdu odpaliło bez problemu. W drodze powrotnej zaplanowaliśmy 2 przystanki. Ujechaliśmy około 100 km, bez włączonej klimatyzacji. Jeden przystanek zaliczony, auto odpaliło bez problemu. Zaczęło się robić gorąco, wiec włączyłem klimatyzację. Zajechaliśmy do drugiego przystanku (jakieś 150 km jazdy, trochę odbiliśmy z trasy do domu). Po zajechaniu kilka minut auto pracowało na małych obrotach, bo manewrowałem na parkingu, trochę kręcenia kółkiem było. W trakcie tych manewrów była włączona klima oraz działał wentylator chłodnicy. Zaparkowałem i zostawiłem auto na godzinę. Wracam, próbuję odpalić, a tu akumulator zdechły
Na pewno nic nie było włączone podczas naszej nieobecności (światło, radio itp). Jedyną możliwą przyczynę rozładowania widzę w opisanej powyżej sytuacji z włączoną klimą oraz wentylatorem chłodnicy. Na szczęście pomoc drogowa nas uratowała (dzięki Ci Panie za internet w komórce...). Auto odpaliło bez problemu z drugiego akumulatora. Sprawdziliśmy też napięcie na zaciskach. W trakcie pracy silnika multimetr wskazywał około 12,7 V co sugeruje problem z ładowaniem. Przygazówka powodowała wzrost napięcia o jakieś 0,1 V. Zaryzykowałem jednak i udałem się w drogę powrotną do domu (150 km) z duszą na ramieniu. Naturalnie klimatyzacja oraz radio wyłączone były. W trakcie jazdy nic się nie działo, światła mijania cały czas równo świeciły (w nocy wracałem). Ale byłem gotowy na lawetę w razie czego. No bo bez akumulatora ciężko jechać w nocy. Na szczęście zajechaliśmy do domu bez problemu. Gdy wjechałem do garażu i studziłem turbinkę, sprawdziłem napięcie na zaciskach. Miernik wskazywał około 13,8 V, przygazówka powodowała wzrost około 0,1 V. Dziwne, bo tuż po odpaleniu tyle nie było. Wyłączyłem silnik i po jakiś 2 godzinach wróciłem do garażu. Napięcie spoczynkowe akumulatora to około 12,9 V. Silnik odpalił bez problemu, w trakcie uruchamiania napięcie na zaciskach wynosiło około 11,5 V. Tak ze 2-3 razy gasiłem/odpalałem silnik, cały czas rozruch bezproblemowy. Napięcie ładowania wynosiło tyle, ile tuż po powrocie, czyli 13,8 V (wyłączone światła itp). Włączenie świateł dawało spadek około 0,1 V, włącznie klimatyzacji to około 0,3 V. Czyli przy załączonych odbiornikach jak powyżej, na jałowych obrotach napięcie ładowania wynosiło około 13.5 V. Z tego co wiem, to powinno być około 14 V. Pytanie teraz co tu się działo? Teraz sprawdziłem akumulator po nocy, 12,9 V jest, powinien odpalić. Auto ma już 10 lat, ponad 250 kkm przebiegu, diesel. Akumulator ma ponad rok, marka Centra, 75 Ah. Ostatnio też po uruchomieniu silnika, przez kilkanaście sekund pali się kontrolka żółtego kluczyka. Potem kilka razy używałem jeszcze auta w okolicy i sprawdzałem napięcie spoczynkowe/ładowania. Za każdym razem było odpowiednio 12,7 V/ 13,8 V. Chyba zacznę od sczytania kodów błędów zanim naprawdę będzie konieczna laweta.